wtorek, 12 kwietnia 2016

Afrykański bakcyl

Jestem w Londynie od trzech miesięcy i od jakichś dwóch tygodni nie ma dnia, bym nie myślała już bardzo intensywnie o powrocie do Afryki. Nie narzekam na nic specjalnie - mam tu wielu znajomych (również jeszcze z czasów studenckich), udało mi się znaleźć fajną pracę, chodzę na wystawy, do kina, w ogóle dużo chodzę ot, tak sobie (co w RPA było nie do końca takie oczywiste), odświeżam garderobę (wyprzedaże śródsezonowe!), i nawet delektuję się pogodą, która w sumie jest bardzo łaskawa (a obserwowanie prawdziwej wiosny też jest bardzo fajne, bo wygląda to jednak zupełnie inaczej, niż w RPA). A jednak wiem, że to nie moje miejsce. Na krótki okres tak, jak najbardziej, ale nie mogłabym tu mieszkać. I nie chodzi tylko o to, że to Londyn - nie mogłabym już po prostu mieszkać w żadnym wielkim mieście. Nawet Warszawa mnie przytłacza. Odzwyczaiłam się od wszechobecnych tłumów, hałasu, ludzi pędzących na łeb, na szyję, nie znajdujących czasu nawet na to, by spojrzeć na drugą osobę w metrze czy autobusie. Zasmakowałam w życiu na wolniejszych obrotach, w większej przestrzeni, w bezkresnych horyzontach, w bliższym kontakcie z naturą. Chcę już wracać do tego innego świata, słowem - złapałam afrykańskiego bakcyla i już się go nie pozbędę :-) To dość powszechna przypadłość i raczej nieuleczalna. Wielu ludzi, którzy raz postawili stopę na kontynencie afrykańskim, czuje nieodpartą chęć powrotu. Coś ich tam ciągnie - może inny zapach powietrza i ziemi, zwłaszcza po deszczu; może ludzie; może te wszystkie parki narodowe z dziką zwierzyną; może różnorodność i zaskoczenia, które czekają na każdym kroku i weryfikują nasze wyobrażenie o Afryce... A może wszystko to naraz. Przeczytałam właśnie kolejne dwie książki południowoafrykańskich autorów i choć obie są dość ponure (jedna to reportaż z posiedzeń Komisji Prawdy i Pojednania, a druga to powieść oparta na wydarzeniach z czasów apartheidu), to i tak zatęskniłam za tym pokręconym krajem :-) A przecież zaraz przeprowadzam do chyba jeszcze bardziej skomplikowanego państwa, i już nie mogę się doczekać. Afryka to kontynent kontrastów, który rozbudził we mnie pewnego rodzaju masochizm :-D Tyle rzeczy mnie tam bulwersuje, tyle frustruje, tylu rzeczy nie pojmuję, tyle po prostu mnie wkurza, ale jednak o wiele więcej dziwi i zachwyca. Dlatego chętnie pojadę tam znów się trochę pomęczyć, próbując pojąć rzeczy i ludzi, których pewnie i tak nigdy do końca nie zrozumiem, ale których obecność jakoś mnie wewnętrznie rozwija i zmusza do poszerzenia horyzontów myślowych. Do wyjazdu zostało niecałe 6 tygodni, odliczanie rozpoczęte :-)

2 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Ja mam też tak trochę z Ameryką Południową. Byłam raz, i tylko w Brazylii, ale ciągnie mnie tam niesamowicie! :-)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...