środa, 30 grudnia 2015

Pożegnanie z Afryką... ale tylko na kilka miesięcy :-)

Patrząc dziś rano przez okno domu rodzinnego Tima w miasteczku Ramelton w Donegal w Irlandii, widziałam ciężkie chmury i deszcz padający na przemian z gradem, i wróciłam myślą do słonecznej i upalnej RPA, którą opuściłam na dobre półtora tygodnia temu. Kontrast jest, ale z drugiej strony dawno nie doświadczyłam takiej irlandzkiej pogody, więc jest to nawet całkiem egzotyczne ;-) Czy tęsknię? W jakimś stopniu na pewno, ale zawsze wiedziałam, że będę w RPA tylko przez określony czas, a od roku wiem też, że moja przygoda z Afryką się nie kończy, tylko przenosi w inne rejony. Mam poczucie, że udało mi się wypełnić mój pobyt w RPA niemal do granic możliwości - byłam w tylu miejscach, również w regionie, że tylko sumiennie posegregowane zdjęcia pozwalają mi to wszystko spamiętać. Jutro ostatni dzień roku, więc postanowiłam zrobić bilans i listę najbardziej pamiętnych chwil z tych dwunastu miesięcy. Nie robię jeszcze podsumowania całego pobytu w RPA, bo blog na razie będę kontynuować, mam sporo zaległych wpisów. Ale jak przejrzałam zdjęcia, to okazało się, że każdy miesiąc 2015 roku przyniósł ze sobą jakieś pozytywne i ciekawe wrażenia. To zaczynamy! Linkuję też do konkretnych wpisów :-)

STYCZEŃ

Kemping w Parku Narodowym Marakele. Pojechaliśmy na weekend, żeby się zrelaksować i popatrzeć na zwierzaki przechadzające się po kempingu. Głównie strusie, ale z kempingu widać też wodopój, więc z krzesełka przed namiotem, popijając zimny cydr Savanna, można przyglądać się żyrafom, zebrom, różnym antylopom, a nawet nosorożcom. Strasznie się wtedy spiekliśmy, choć siedzieliśmy pod drzewem w cieniu, bo zapomnieliśmy wysmarować się kremem z filtrem. Ten cień to zmyłka, jak jest ponad 30 stopni, to żadne drzewo nie pomoże. Nosy i ramiona mocno ucierpiały!



LUTY


Kojarzycie tę piosenkę? Okazało się, że menedżer wokalisty jest kuzynem mojej menadżerki, więc mieliśmy okazję poznać Mike'a Rosenberga osobiście. Przesympatyczny facet, a jego koncert w parku przy tamie Emmarentia w Johannesburgu miał radosną, piknikową atmosferę, jak zwykle zresztą (byłam tam też na koncercie Bastille w zeszłym roku). 



MARZEC

Kapsztad z przyjaciółmi i wyścig rowerowy Cape Town Cycle Tour (dawniej zwany Cape Argus). Ja w wyścigu udziału nie brałam, jedynie dopingowałam uczestników, ale fajnie było to wszystko zobaczyć. No i oczywiście Kapsztad jak zwykle nie zawiódł, pogoda była cudowna! Poszliśmy m.in. na rewelacyjne sushi do restauracji o wdzięcznej nazwie Codfather, a na kolację do bardzo fajnej meksykańskiej restauracji El Burro, gdzie podelektowaliśmy się drinkami z różnych rodzajów tequili ;-) 





KWIECIEŃ

Miesiąc bogaty w długie weekendy, święta, i w związku z tym - wyjazdy. Najpierw był malowniczy Park Narodowy Golden Gate Highlands, gdzie spędziliśmy Wielkanoc na wędrówkach po górach. 


Następnie, w połowie miesiąca, odwiedziliśmy Rezerwat Zwierząt Madikwe, gdzie wprawdzie pogoda specjalnie nie dopisała, ale za to napatrzyliśmy się na gepardy, lwy, słonie i nosorożce.




A na koniec miesiąca, gdy znowy był długi weekend, zaliczyliśmy w końcu Mozambik, a dokładnie Vilanculos i okolice, łącznie z Archipelagiem Bazaruto. Chciałabym jeszcze kiedyś pojechać do tego pięknego kraju i zobaczyć inne części wybrzeża, a także Park Narodowy Gorongosa.



MAJ

Tydzień w Warszawie i wieczór panieński oraz wesele mojej przyjaciółki! :-) A poza tym Wild Coast, czyli Dzikie Wybrzeże, kraina Nelsona Mandeli. Nocowaliśmy w różowym rondawelu, jedliśmy tradycyjny chleb lokalnego ludu Xhosa, a plażę dzieliliśmy z... krowami i osłami :-)



W maju udało nam się także dostać na występ komika Trevora Noah w Johannesburgu. Uwielbiam jego poczucie humoru i bardzo się cieszyłam, że zdołaliśmy zdobyć bilety na jego ostatni występ w RPA przed wyjazdem do USA, gdzie przejął od Jona Stewarta prowadzenie popularnego programu The Daily Show. W amerykańskiej rzeczywistości Trevor czasem się gubi, i myślę, że jego humor i styl nie do końca pasują do tamtejszej mentalności, stąd dużo krytyki pod jego adresem. Jest on jednak niezwykle popularny w RPA, Wielkiej Brytanii czy Australii, ze względu na świetny zmysł obserwacji różnych kultur, dowcipy bardzo na czasie i celujące w najbardziej czułe punkty znanych osób czy zdarzeń, ale nigdy nieprzekraczające granicy dobrego smaku, a także... patriotyzm. Trevor śmieje się ze wszystkiego i wszystkich, przedstawia RPA jako kraj absurdów, ale także miejsce fascynujące, z którego jest dumny. Na jego występach sale zawsze są pełne ludzi różnych ras, wyznań czy wieku. Trevor naprawdę potrafi zjednoczyć Południowoafrykańczyków i jest w RPA wręcz wielbiony. Do tego wszystkiego jest też bardzo przystojny i przesympatyczny ;-) Poniżej fragment jego występu w Londynie.



CZERWIEC

W kultowym klubie jazzowym The Orbit w Johannesburgu świętowaliśmy zaręczyny przyjaciół. Przy muzyce na żywo pod przewodnictwem cenionego saksofonisty Steve'a Dyera zjedliśmy pyszną kolację i poczuliśmy wspaniałą atmosferę tego miejsca.


Klimaty były mniej więcej takie: 



Jeden z weekendów spędziłam z grupą nabliższym znajomych na wędrówce szlakiem Cycad Trail w prowincji Mpumalanga. Nocowanie w chatce nad kanionem, ogniska i spektakularne zachody słońca - niewiele więcej potrzeba do szczęścia! :-)



Jedną z sobót natomiast poświęciłam na spacer po Johannesburgu z przewodnikiem Geraldem Garnerem z JoburgPlaces (http://www.joburgplaces.com/). Byłam już z nim kiedyś na podobnej wycieczce, podczas której dowiedziałam się wielu fascynujących rzeczy o historii Johannesburga. Tym razem odwiedziliśmy Fashion District, czyli dzielnicę, w której młodzi, aspirujący projektanci mają swoje butiki, robią pokazy mody i kupują tkaniny, oraz Little Ethiopia, gdzie zjadłam tradycyjną etiopską indżerę i wypiłam prawdziwą etiopską kawę. 





LIPIEC

Znów wyjazd do Europy, tym razem Wielka Brytania i ślub przyjaciół w hrabstwie Oxfordshire. Przy okazji pojechałam m.in. do Oxfordu i Stratford, odwiedziłam imponujący Blenheim Palace w Woodstock, a także Zamek Highclere, czyli Downton Abbey! Jestem wielką fanką serialu i nawet deszcz nie był w stanie odwieść mnie od planu zawitania do tego miejsca :-)  

SIERPIEŃ

Długi weekend w Rwandzie. Robiliśmy rekonesans, bo to tam wyjeżdżamy w przyszłym roku! Fascynujący kraj o bardzo trudnej przeszłości, który nie tylko podniósł się po koszmarze roku 1994, ale ma ogromne ambicje być Singapurem Afryki. Na pewno będzie to bardzo ciekawe miejsce do mieszkania i oczywiście blogowania :-)

Poza tym jeszcze Kapsztad i spacer po dzielnicy muzułmańskiej Bo-Kaap, słynącej z kolorowych domków.


A na zakończenie weekend w miasteczku Tulbagh, gdzie dominują winnice i piękne krajobrazy.



WRZESIEŃ

Madagaskar! Tak, jestem Wam winna sporo wpisów, bo jak dotąd opublikowałam tylko jeden, z obietnicą dalszego ciągu... Ale potem jakoś cała moja energia skupiła się na przygotowaniach do zakończenia pracy i pakowania całego dobytku, i zupełnie wypadłam z rytmu... W styczniu nadrobię :-)

PAŹDZIERNIK

Jak co roku, jakarandy kwitły w Pretorii i miasto okryło się fioletem. To naprawdę przepiękny spektakl przyrody! 


Odbyliśmy także pożegnalną wycieczkę do naszego ulubionego parku narodowego Pilanesberg. A w jedną z niedziel wybraliśmy się na cotygodniowe targi Arts on Main w Johannesburgu, gdzie można kupić nie tylko dzieła młodych artystów, ale także pyszne jedzenie.




LISTOPAD

Weekend w Durbanie i degustacja lokalnego specjału - bunny chow, czyli curry w wydrążonym bochenku chleba. Pycha!



A poza tym w Pretorii było gorąco i sucho, więc łapałam na leżaku w ogrodzie promienie słońca i ładowałam akumulatory witaminą D ;-)

GRUDZIEŃ

Pakowanie, mnóstwo pożegnalnych lunchów, drinków i kolacji ze znajomymi. Ostatni wyjazd do Kapsztadu i wizyta w Ogrodach Botanicznych Kirstenbosch, a następnie w miasteczkach Stanford i Greyton, oraz w głuszy na północ od gór Cederberg, niemal już w rejonie Namaqualand, na farmie Oudrif. 




Takie cuda w menu jednej z knajpek w Greyton :-)
Winnice wszędzie, więc trzeba było się choć w jednej zatrzymać!
To też Greyton, niesamowicie urocze miasteczko.
Farma Oudrif na końcu świata, cudowny relaks.
Święta spędziłam w Polsce, w rodzinnym Szczecinie i nad morzem w Niechorzu, a na ostatni tydzień roku przeniosłam się do Irlandii. 

I tak oto dobiegł końca nie tylko mój pobyt w RPA, ale też cały niezwykły rok 2015. Dziękuję Wam wszystkim za to, że zaglądacie tutaj, czytacie, czasem komentujecie, lubicie stronę bloga na Facebooku - to dla mnie motywacja, żeby nadal dzielić się swoimi wrażeniami i spostrzeżeniami. Jak już chyba gdzieś wspominałam, będę tworzyć nowy blog, o Rwandzie i Afryce Wschodniej, ale tam wyląduję dopiero w maju. Do tego czasu nadrobię zaległości tutaj i wrzucę jeszcze całkiem sporo wpisów, których zalążki siedzą w szkicach i jakoś nie mogły się dotąd wykluć. Będę miała teraz trochę więcej czasu (tak przynajmniej myślę!), więc nie ma zmiłuj ;-) 

Mam nadzieję, że ten rok był dla Was łaskawy, a następny będzie jeszcze lepszy i przyniesie dużo radości i ciekawych, pozytywnych doświadczeń. Do zobaczenia w 2016! :-)

czwartek, 10 grudnia 2015

Pakowanie, wyprowadzka, refleksja...

Pakujemy się. Z Pretorii wyjeżdżamy we wtorek, na tydzień wakacji w Kapsztadzie i okolicach, żeby złapać trochę słońca i odpocząć, a 21 grudnia opuszczamy RPA na dobre. Robię więc porządki, w szafach szczególnie, bo ciuchów mi się uzbierało dużo za dużo. Oddaję głównie mojej pani do sprzątania, która rozdziela potem w rodzinie i wśród sąsiadów. Niektóre rzeczy jednak są mocno znoszone, więc uznaję, że nie wypada oddawać, raczej już trzeba wyrzucić, bo nie da się już tego nosić.

Dziś rano natknęłam się na panią, która sprząta u sąsiadki. Wymieniłyśmy pozdrowienia, powiedziałam jej, że wyjeżdżamy, więc ona zapytała, czy mam jakieś rzeczy do oddania. Powiedziałam, że właśnie przeglądam i za chwilę podrzucę jej coś. Kobieta ma trójkę własnych dzieci, ale wychowuje też dwoje zmarłego brata. Sama. Gdy zaniosłam jej trzy wypchane siatki, była bardzo wdzięczna. Jak mi powiedziała - pochodzi z Zimbabwe, więc w RPA nie jest jej łatwo (jak większości imigrantów z sąsiednich krajów), no i na niewiele ją stać z pensji sprzątaczki. Kupowanie ubrań to przecież ogromny wydatek, zwłaszcza jak się ma tyle dzieci do wykarmienia. "Ten top, który mam na sobie, znalazłam tu na śmietniku. To chyba ty wyrzuciłaś?" Owszem, wyrzuciłam. Wyciągnięta, mocno zszargana koszulka, znoszona niemal do granic możliwości - nie przyszło mi do głowy, że ktoś może chcieć ją ubrać. A jednak. Okazuje się, że możliwość wyrzucenia nawet najbardziej znoszonych ubrań to luksus. Mnie może się ta rzecz wydawać mocno nieatrakcyjna po latach ciągłego noszenia, ale dla kogoś tuż obok to mały skarb. W RPA łatwo czasami zapomnieć, że większość społeczeństwa żyje bardzo skromnie, a wielu wręcz w nędzy. Mijamy się na ulicach, w sklepach, przejeżdżam piękną autostradą tuż obok slumsów nawet ich nie widząc, bo stały się częścią krajobrazu. Jasne, że kontrasty są wszędzie, ale RPA to jedno z najbardziej rozwarstwionych społeczeństw na świecie. Przywiązałam się do tego kraju, spędziłam tu mnóstwo cudownych chwil, lecz nie dałabym chyba rady tu mieszkać na stałe...

czwartek, 3 grudnia 2015

Oscar Pistorius jednak winny morderstwa

Wiadomość dnia: Oscar Pistorius jest jednak winny morderstwa. Najwyższy Sąd Apelacyjny nie utrzymał poprzednio wydanego wyroku, w wyniku którego Pistorius został skazany za nieumyślne spowodowanie śmierci (pisałam o tym tutaj). Uznano, że sędzia Masipa opełniła poważny błąd w interpretacji tzw. dolus eventualis. Według tej zasady można skazać za morderstwo kogoś, kto przewiduje, że jego czyny może doprowadzić do śmierci innej osoby, ale mimo wszystko kontynuuje te działania. Sędzia Masipa uznała, iż prokurator nie wykazał jednoznacznie umyślności czynu Pistoriusa ani dolus eventualis, gdyż oskarżony musiałby przewidzieć, że jego działanie doprowadzi do śmierci Reevy Steenkamp. Jednak Sąd Apelacyjny zdecydował dzisiaj, że Pistorius powinien był wiedzieć, że ktokolwiek znajdował się za drzwiami łazienki mógł zginąć - i nie jest istotne, czy byłaby to Reeva, czy ktoś inny. Tożsamość ofiary nie ma znaczenia, a na tym skupiła się (błędnie) sędzia Masipa.

Co to oznacza? Pistorius, który 19 października wyszedł z więzienia, by odbywać resztę kary w areszcie domowym, stanie ponownie przed sądem, prawdopodobnie po nowym roku. Grozi mu co najmniej 15 lat więzienia. Szanse na odwołanie się od wyroku Najwyższego Sądu Apelacyjnego są niewielkie - prawnicy byłego lekkoatlety musieliby udowodnić, iż tą nową decyzją naruszono jego prawa konstytucyjne. Poprzeczka zawieszona jest więc bardzo wysoko.

Reakcje opinii publicznej wskazują, że nowy wyrok przyjęto z zadowoleniem i uznaniem. Pojawia się wiele komentarzy, iż sprawiedliwości stało się zadość dla Reevy i jej rodziny, a także, że decyzja sądu pokazuje wyraźnie, iż nikt nie stoi ponad prawem, nawet ci najbardziej uprzywilejowani. To ważna wiadomość dla społeczeństwa południowoafrykańskiego, w którym wszechobecna korupcja w strukturach państwowych nadal pozwala chronić zamożnych obywateli z koneksjami.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...